czwartek, 18 października 2018

#22


Wczoraj, dokładnie o godzinie 8.05 skończyłam 22 lata. Nie umiałam znaleźć wolnej chwili, aby tutaj zajrzeć, więc robię to dzisiaj.
Oto jestem starsza o rok wbijająca klawisze klawiatury w rytm jazzowej piosenki Sweet Home Chicago. Czy coś się zmieniło od poprzedniego roku? Niekoniecznie. Czy coś się zmieni? Zapewne. 


Jeżeli miałabym życzyć sobie czegoś, to chciałabym przede wszystkim rozwinąć swoją pasję, którą jest pisanie, tworzenie własnych tekstów, artykułów, haseł. To czyni mnie mocniejszą, uczy mnie cierpliwości i pozwala sięgnąć w głąb własnej wyobraźni. 
Chciałabym aby moi Czytelnicy chętnie czytali to, co uda mi się stworzyć, aby mój tekst mógł stać się dla kogoś małą inspiracją. Wiem, że dużo pracy przede mną, ale wierzę, że warto. 


Pozostałe pragnienia i marzenia chowam głęboko w serduszku i liczę na to, że moja prawdziwa przygoda się dopiero zaczyna. 


Jeżeli mogę prosić o coś Ciebie, to bardzo proszę o napisanie mi swojego ulubionego cytatu, motta, powiedzenia. Wyrażenia, które jest Twoją motywacją, do którego lubisz wracać z uśmiechem na ustach. 

czwartek, 4 października 2018

WSPOMNIENIE LATA- ISTRO, KRETA


 Jesienna melancholia zdążyła już nade mną zapanować, więc żeby choć trochę od niej uciec, postanowiłam cofnąć się wspomnieniami do dwóch tygodni, kiedy to kąpałam się w gorących promieniach słonecznych, a słone, morskie fale muskały moje stopy. 


 Nie widziałam wielu miejsc na świecie, nie byłam w Azji, w Ameryce i w Australii. Ale byłam na Krecie. Na największej wyspie przynależącej do Grecji. I uwierzcie mi- jeżeli raj ma kolor lazurowego morza i bogaty jest w zapierające dech w piersiach widoki- to właśnie tam się znalazłam.


 Wybraliśmy wschodnią część wyspy. Nasz hotel znajdował się na malowniczym wzgórzu, w małej wiosce Istro. Nie było to typowe miejsce turystyczne. Spokojna okolica, brak tłumów, trzy sklepy na krzyż. Idealnie na wypoczynek i zresetowanie swojego umysłu. Dookoła rozciągał się piękny widok Zatoki Mirabello, której nazwa pochodzi od Wenecjan, którzy po przybyciu na wyspę krzyknęli "Mirabella", czyli piękny widok. Codziennie rano witał nas widok wschodu słońca, które wynurzało się z morskich głębin, a żegnało nas chowając się za wysokie góry. Na sama myśl o tym pięknym widowisku mam uśmiech na twarzy. 



 Będąc na Krecie dowiedziałam się, że przepisy kodeksu drogowego Kreteńczyków nie obowiązują, każdy jeździ na tzw. "centymetry". Miałam przyjemność kosztować typowo kreteńskiej kuchni i tym samym pod okiem Kretenki nauczyć się przygotowywać racuchy z pomarańczą, swoją drogą ta kobieta parzyła przepyszną kawę. Zmierzając na plażę mijałam gaje oliwne, a na wyciągnięcie ręki miałam drzewa z bananami, pomarańczami i granatami. Uczestniczyłam w kreteńskiej zabawie i w białej, rozwiewającej sukience tańczyłam w rytm Zorby i pozostałych tańców ludowych. Popłynęłam w rejs na dziewiczą wyspę Chrissi, gdzie woda była tak czysta, że kilka metrów od brzegu nadal byłam wstanie ocenić swoje podłoże i zobaczyć małe rybki. Odwiedziłam miasto Agios Nicholaos, jedno z większych po wschodniej stronie wyspy. Razem ze znajomymi wypożyczyliśmy też auto i jadąc po najbardziej stromej drodze w życiu zbliżaliśmy się ku palmowej plaży Vai Baunty Beach, gdzie kręcona była reklama popularnego batonika. Zajadałam się też  souvlakami z krewetek, popijałam greckie raki i ouzo, a hotelowe karaoke przejdzie do historii. 







 Teraz moje piękne wspomnienia chowam do szufladki i zaznaczam pinezkami kolejne miejsca na mapie, które chcę zobaczyć. 



Zapraszam też na mojego instagrama, gdzie jest mnie o wiele więcej: klik







czwartek, 23 sierpnia 2018

KRÓTKA HISTORIA O ROLI SPORTU W MOIM ŻYCIU- DLACZEGO KOCHAM BIEGAĆ?


Sport towarzyszył mi odkąd pamiętam. W podstawówce dużo trenowałam, a w wakacje całe dnie spędzałam na graniu w piłkę nożną, jeżdżeniu na rowerze i bieganiu. Nie przejmowałam się wagą, zdrowymi nawykami żywieniowymi, jadłam to na co miałam ochotę. Pochłaniałam tonę słodyczy. Dużo trenowałam, więc nie tyłam. Do czasu, kiedy zaczęły się u mnie problemy ze zdrowiem. Nie mogłam uprawiać żadnego sportu przez cztery lata. Każda aktywność fizyczna była dla mnie zagrożeniem. Przez ten czas potrafiłam schudnąć nawet 6 kilogramów, aby potem przytyć 10. Miałam mnóstwo problemów z samoakceptacją, walczyłam z kompleksami, które wyrastały jak grzyby po deszczu. A kiedy pewnego, pięknego dnia usłyszałam od lekarzy, że mogę wrócić do uprawiania sportu byłam tak szczęśliwa, że do tej pory na myśl o tej euforii mam uśmiech na twarzy. Serio. 


Do aktywności fizycznej powróciłam około pięć lat temu. Wtedy też zaczął się niebywały szał na ćwiczenia z Ewą Chodakowską, a po moich trudnych zmaganiach ze zdrowiem i zaburzeniami w żywieniu, chciałam mieć wysportowane ciało. Miałam do zrzucenia kilka kilogramów, więc zaczęłam treningi w domu. Jednakże czegoś mi w tym brakowało. Endorfiny po zakończonych ćwiczeniach były ogromne, ale potem znowu towarzyszył mi natłok negatywnych emocji. Wpadłam więc na pomysł, aby iść się wybiegać. Ubrałam stare buty, dres i po prostu poszłam biegać. Na początku nie były to długie dystanse, nie miałam kondycji. Przecież ostatni raz biegałam w podstawówce. Męczyłam się strasznie. Ale to było to, czego mi tak bardzo brakowało. Z czasem zaczęłam biegać z szybszym tempem i pokonywałam dłuższe dystanse. Ale za największe zwycięstwo uważam poprawienie swojej kondycji psychicznej. Więcej się uśmiechałam, miałam więcej energii. To był mój sposób na gorszy okres. Pokochałam bieganie. Zaczęłam ciężej trenować, miałam cele. Biegałam dystanse półtoratonowe, dziesiątki i piątku. Powoli odnajdywałam siebie. Jogging nie tylko dobrze wpłynął na psychikę, miał także duży wpływ na moje ciało. Stało się ono bardziej jędrne, smuklejsze i widać było delikatnie zarysowane mięśnie. Niestety nabawiłam się kontuzji, która wyeliminowała mnie z gry na dwa lata. Wtedy zakolegowałam się z siłownią, która swoją drogą nie jest wcale taka zła. 


Do biegania wróciłam kilka miesięcy temu. Mam nowe cele, plany. Chcę wyznaczać sobie granice i je pokonywać. Chce testować swoja wytrzymałość, dla samej siebie. To kształtuję moją osobowość.  Kocham to robić, kocham biegać. Bo to mój sposób na odreagowanie i pobudzenie w sobie jeszcze większego pokładu energii. Jest ciężko, ale kiedy nie jest. Wierzę, że będzie tylko lepiej. 

Muszę jeszcze popracować nad zdrowszymi nawykami żywieniowymi- moje nowe postanowienie. Może macie jakieś sprawdzone sposoby na to, aby nie jeść słodyczy?  

Zapraszam także na mojego instagrama - klik 

niedziela, 12 sierpnia 2018

MOJE TOP 4 SERIALE NA LETNIE WIECZORY

W dzisiejszym poście chciałabym się z wami podzielić moimi Top 4 seriali, które w ostatnim czasie obejrzałam i mogę je szczerze polecić. 

1. Bates Motel


Kojarzycie może Psychozę w reżyserii wybitnego Alfreda Hitchcock'a? Jeśli tak i jesteście tak samo jak ja pod wielkim wrażeniem tego dzieła, to serial powinien przypaść Wam do gustu. Natomiast jeśli nadal nie mieliście okazji obejrzeć Psychozy, to polecam Bates Motel jako dobry wstęp do akcji rozgrywającej się w filmie. Serial bowiem jest prequelem klasyki z 1960 roku. Opowiada historię młodego Normana Batesa, który po śmierci ojca wraz z matką Normą przeprowadza się do małej miejscowości w stanie Oregon. Kupują dom z małym motelem nieopodal chcąc zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Od tej pory chłopak zaczyna popadać w coraz większe szaleństwo, jego relacja z matką zaczyna być wyniszczająca dla obojga... Serial trzymał mnie cały czas w napięciu, z niecierpliwością czekałam na każdy nowy sezon. Brawa dla twórców i dla świetnej kreacji głównej bohaterki Very Farmigi, która wciela się w matkę Normana. Polecam! 

2. Friends


Pewnie o nim słyszeliście nie raz, ponieważ to już kultowy serial, który swój początek miał w latach 90. Opowiada historię szóstki przyjaciół, którzy mieszkają i pracują w Nowym Jorku. Ich losy pokazane są w zabawny sposób, choć miejsca na wzruszenie także nie brakuje. Pełna ciepła i śmiechu komedia, która przypadnie do gustu każdej osobie, która będzie szukała serialu na odstresowanie się po ciężkim dniu. Każda postać jest świetnie wykreowana, każda ma inny charakter i temperament, ale nie sposób ich nie polubić. Wspominam o Friends w tym poście, ponieważ niedawno skończyłam po raz kolejny maraton z Przyjaciółmi. Nie ma co oszukiwać, to mój ukochany serial, który zajmuje ważne miejsce w moim serduszku. Polecam!

2. Ania, nie Anna


Piękne widoki, jezioro Lśniących Wód i Otchłań Rozpaczy. Mowa tutaj o Zielonym Wzgórzu i o niezwykłej wyobraźni młodej, rudowłosej dziewczynki imieniem Ania. Serial produkcji Netflixa powstał na podstawie powieści L.M. Montgomery i cieszy się dużą oglądalnością. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do serialu, ale przekonana kilkoma opiniami postanowiłam go obejrzeć. Nie zawiodłam się. Całe dwa sezony pochłonęłam w jeden weekend a po seansie czułam niedosyt. Aktorzy odgrywający jedne z głównych ról zostali idealnie dobrani do swoich postaci, a sama Ania mimo, że chwilami nieznośna dla widza zdobyła u mnie ogromną sympatię. Do serialu reżyser dodał dużo wątków, które nie zostały ukazane w książce, ale dzięki temu serial nie jest szablonowy, staje się ciekawszy i nie pokazuje tylko wiejskiej sielanki.

1. Dark


Mój numer JEDEN wśród seriali, które obejrzałam w ostatnim czasie. Wyczekuje z niecierpliwością drugiego sezonu, tak jak dziecko czekające na nową zabawkę. Serial opowiada o niemieckiej miejscowości Winden, w której każda rodzina skrywa sekrety, które wychodzące na światło dzienne dziwnie się ze sobą łączą. Dlaczego giną dzieci? Dlaczego historia powtarza się co trzydzieści lat? I jaką rolę odgrywa magiczna maszyna ukryta w środku lasu? Wszystkie wątki pojawiające się w serialu tworzą zwartą akcję, budzą grozę i zapierają dech. Śmiało mogę napisać, że Netflix niechcący stworzył serial lepszy od Stranger Things. Jeżeli więc jesteście fanami tego poprzedniego, Dark z pewnością przypadnie Wam do gustu. Natomiast jeżeli jeszcze go nie widzieliście to koniecznie musicie to nadrobić. 


Mieliście już okazje widzieć któryś z tych seriali? Jeżeli tak to koniecznie dajcie znać co o nich sądzicie. A jeżeli Wy macie jakiś serial godny polecanie to także piszcie. Z chęcią zobaczę! 

Zapraszam także do zaglądania na mojego instagrama- klik 

poniedziałek, 16 lipca 2018

TO MAGICZNE MIEJSCE...


Jest na świecie takie miejsce zwane Nibylandią. Miejsce, które otwiera przez Tobą swoja bajkowość a moc magicznego pyłku unosi Cię ponad ziemię. Można poczuć się Tam jak Wendy, która u boku Piotrusia Pana odkrywa to, czego dotąd nie widziały jej oczy. Wolność. Wytchnienie. Ucieczka przed dorosłością... 


W tym poście chciałabym podzielić się z Wami zdjęciami z miejsca, które urzekło mnie swoim pięknem a zarazem prostotą. Droga rowerowa łącząca dwie miejscowości w Holandii. Almere z Lelystad. Otaczająca ją zieleń oraz zatoka sprawiały wrażenie magicznej Nibylandii. A przemierzając ją rowerem, czułam się unoszona przez pyłek, mimo, że to był tylko wiatr. Szkoda jedynie, że Kapitana Hooka nie spotkałam. 

  


A wy macie swoje magiczne miejsce?

niedziela, 24 czerwca 2018

Fotografia analogowa


Fotografia analogowa jest o tyle bardziej ciekawa od cyfrowej, że po przyciśnięciu spustu migawki utworzony kadr można zobaczyć dopiero po wywołaniu filmu w ciemni. Na filmie analogowym zostaje zapisana scena bez żadnego przetwarzania. Powstaje nam więc realny zapis rzeczywistości. Fotografia ta jest swego rodzaju magią, dozą przypadkowości, ponieważ nie wiemy jak wyszło nam zdjęcie. Jest uchwyceniem pełnej ekspresji, bez dodatku obróbki komputerowej.  

Miałam ostatnio okazję stanąć przed obiektywem aparatu analogowego, ponieważ mój przyjaciel jest miłośnikiem takiej sztuki. Poniżej przedstawiam wam efekty naszej pracy. 







A wy co sądzicie na temat takiego sposobu uwieczniania kadrów? 

wtorek, 12 czerwca 2018

Summer Vibes


Czerwiec rozpieścił nas już od samego początku gorącym słońcem i wysokimi temperaturami. Akurat w dużym mieście taka pogoda nie sprzyja mojej egzystencji, ale obiecałam sobie, że po zimie i buchającym w moją twarz zimnym powietrzu nie będę narzekać na upalną pogodę. Poza tym uwielbiam kiedy promienie słońca muskają moje ramiona i pozostawiają na nich delikatną opaleniznę. No dobra. Niekoniecznie delikatną, bo czasami lubię być spalonym raczkiem, ale wszystko z rozwagą i z kremem z filtrem. 


Wrocław ma to do siebie, że jest pełen klimatycznych uliczek, a rozświetlone zachodzącym słońcem, tworzą idealne światło do zdjęć. Przechadzając się nimi, ubrana w top na ramiączkach, bo temperatura temu sprzyja, czuję się jak na greckich wakacjach. 


Kolejnym pozytywem czerwcowej pogody jest to, że mogłam rozstać się z grubszymi ubraniami i przerzucić się na krótkie spodenki i topy. Dzięki temu nawet diagnoza Weltschmerz nie jest mi straszna i wywołuje uśmiech na mojej twarzy. 


Ostatnio mam bzika na punkcie żółtego koloru. Dotąd w mojej szafie nie znalazł on dla siebie miejsca, ale postanowiłam to zmienić- zaczęłam od żółtej bluzeczki z delikatną koronką... Mam swój nowy, ulubiony kolor, przynajmniej na ten sezon. 


A wy już czujecie to lato? Czy nadal zwalczacie pozimowe Weltschmerz?