poniedziałek, 4 lutego 2019

MAŁE WIELKIE ZMIANY NA BLOGU

MAŁE WIELKIE ZMIANY NA BLOGU

Kiedy kilka lat temu odkrywałam cały ten szaleńczy świat blogosfery, moje oko i myśli przykuły dwie blogerki, które sprawiły, że sama zapragnęłam znaleźć się w tym świecie. Chciałam stworzyć swoje małe miejsce w internecie, by móc pokazywać cząstkę siebie. Z moich planów nie wyszło nic spektakularnego, bo zaniedbywałam bloga pod każdym możliwym względem. Brak postów, brak zdjęć, brak motywacji. Przekładanie z dnia na dzień wpisów, bo sesja, bo praca, bo milion innych rzeczy. Ale w tym roku powiedziałam sobie stop! Przecież pisanie jest moją największą pasją więc dlaczego mam nie publikować swoich tekstów, przemyśleń, inspiracji właśnie TUTAJ, tylko więzić je nadal gdzieś z tyłu głowy? Chcę tu zaglądać częściej niż raz na miesiąc. 


Postanowiłam, że będę dodawać dwa posty w miesiącu o tematyce lifestyle i jeden post w miesiącu, który będzie autorskim felietonem. Chcę się rozwijać w tworzeniu tekstów, doskonalić w kunszcie pisarskim (jakkolwiek to brzmi :D) i pokazywać Wam do oceny wytwory mej wyobraźni. Co z tego wyniknie? Nie mam zielonego pojęcia, ale jestem pozytywnie nastawiona i zmotywowana do pracy. 



Co sądzicie o takim pomyśle? Dajcie mi znać! 

sobota, 26 stycznia 2019

5 MINUTOWY CHALLENGE- PISZĘ TO CO PRZYCHODZI MI DO GŁOWY

5 MINUTOWY CHALLENGE- PISZĘ TO CO PRZYCHODZI MI DO GŁOWY
Zawsze najlepsze pomysły na tekst przychodzą mi w momencie, kiedy biegnę w pogoni za tramwajem i nie mam nawet jak ich spisać. A kiedy już zwycięsko zajmuje miejsce w pojeździe i wyciągam telefon, by z ogromnym zapałem wystukać to co mi się wyklarowało w głowie, to słowa nagle się rozmywają i giną gdzieś daleko, tak jak zmieniające się widoki zza okna.  Bo wiecie, najgorsze jest to, że im bardziej skupiam się nad tekstem, im mocniej chce skonstruować dobry wpis, tym gorzej mi to wychodzi, Kursor co chwilę tworzy nowe literki, aby po chwili je  skasować kilkoma kliknięciami przycisku Backspace. Dlatego za każdym razem rezygnuje i porzucam każdy pomysł na kilka dni, aby się z nim przespać i wyśnić jakieś rozwiązanie. 

Za oknem jest szaro, zimno i buro, a ja siedzę przykryta swoim kocem, który traktuję jak bezpieczną przystań. Z utęsknieniem czekam na pierwsze promienie wiosennego słońca. Powietrze we Wrocławiu wskazuje poziom krytyczny i mimo wszystko muszę zrezygnować z biegania na dworze. Nie chce się truć, a z maską antysmogową nie potrafię biegać. Poziom zanieczyszczeń jest tak duży, że zalecają nieotwieranie okien. Chyba wyeimigruję nad morze, tam aktualnie jest najlepiej. W każdym razie skoro nie będe biegać, to wybiorę treningi w domu, ewentualnie na basenie. Choć z tym basenem może być różnie, bo jedyny styl jakim potrafię pływać, to brak stylu. 
Mądre książki powiadają, że kiedy słowa Ci się rozmywają, to po prostu pisz, to co przychodzi Ci do głowy w danym momencie. I oto jestem. Podjęłam to wyzwanie i stworzyłam pseudo felieton satyryczny. Pseudo, bo przecież felietonistką nie jestem, a mój tekst to tylko zlepek myśli. 


A czy Ty już podjęłaś/podjąłeś pięciominutowe wyzwanie spisywania myśli? 

wtorek, 1 stycznia 2019

PIERWSZY DZIEŃ NOWEGO ROKU

PIERWSZY DZIEŃ NOWEGO ROKU

Witajcie w Nowym Roku. Chciałabym w tym krótkim poście podsumować w kilku zdaniach miniony 2018 i złożyć Wam życzenia. 

Ten rok był dla mnie dobrym czasem. Wiele spraw mogłam sobie poukładać, do wielu dojrzeć. Miałam prawo do popełniania błędów, do ich naprawy i wyciągnięcia wniosków. Dużo się nauczyłam, upadałam i podnosiłam silniejsza. Płakałam, śmiałam się.  Miałam prawo nie mieć energii, leżeć i patrzeć w sufit, by zaraz potem biegać i planować nowe rzeczy. Na mapie zaznaczałam miejsca, które już udało mi się zobaczyć i wtykałam szpilki w kolejne punkty do odwiedzenia.

Kolejny rok zaczynam z pustą kartką. Przede mną wiele planów, marzeń i miejsc do odkrycia. Czeka mnie dużo pracy i nauki. Wierzę, że uda mi się spełniać i rozwijać. 

A Wam moi kochani życzę w 2019 odnalezienia wewnętrznej harmonii, stawiania sobie celów i ich realizacje. Cieszcie się każdym dniem. Powodzenia! 

Szczęśliwego nowego Roku. 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Z NOTATNIKA MŁODEJ PISARKI

Z NOTATNIKA MŁODEJ PISARKI

Wchodzę do ulubionej kawiarni, proszę o dużą kawę z mlekiem. Rozglądam się za wolnym miejscem. Wyłapuje je gdzieś w oddali, w samym kącie. “Idealnie”- myślę. Włączam komputer. W tym samym momencie miła kelnerka podaje zamówioną wcześniej kawę prosto w moje dłonie. Zacieram ręce i biorę się do pracy. 


Jestem tylko ja, moja kawa i edytor tekstu, który krzyczy do mnie: “no napisz coś dziewczyno, nie po to mnie stworzono, abym był pusty, do dzieła”. O kurde! Pustka. Łapię się za głowę i wracam myślami do ostatnich dni, w których to pełna zapału opowiadałam, o czym chciałabym napisać i ile mam tematów do wykorzystania. Czarna dziura, nie potrafię skleić nic sensownego. Kursor co chwilę kasuje napisane słowa, a każdy mój wcześniejszy pomysł wydaje się beznadziejny. Biorę łyk kawy, spoglądam przez okno kawiarni. Widzę ludzi, którzy w pogoni za swoimi sprawami przemierzają ulice. Stukam opuszkami palców o stół, “myśl, Kasia, myśl.” Łyk kawy. Próbuje wyczytać ze ścian jakiś ukryty przekaz. “Ale jak to pies w pelerynie supermana? I on do tego pije kawę. Ciekawa koncepcja”. Moje myśli wędrują w każdą stronę, tylko nie w kierunku, w którym powinny. Zegar tyka, czas ucieka. Nagle w tle zaczyna grać jedna z moim ulubionych nutek z nowej płyty Dawida Podsiadło. Łyk kawy. Nawet nie zauważyłam, że w filiżance już nic nie ma. Kawa z mlekiem, moja nadzieja, która miała mi przynieść morze pomysłów, właśnie się skończyła. Rozkładam ręce, kiedy nagle do głowy wpada mi niesamowita myśl... 


Brak weny. Ilu z nas tutaj obecnych spotkało się z tym, że nie potrafiło skleić nawet najprostszego zdania, a każda koncepcja traciła swoją wartość zaraz po jej spisaniu? Pewnie wielu, w tym ja. Ostatnio w moje ręce trafiła książka autorstwa Darka Puzyrkiewicza Biblia Copywritingu, w której była zawarta dosyć fajna i przydatna rada. Kiedy brakuje nam słów, nie wiemy od czego zacząć, po prostu zapisujmy na papierze bądź w edytorze tekstu wszystko co nam przychodzi na myśl. Co robimy w danej chwili, gdzie się znajdujemy i jakie emocje nam wtedy towarzyszą. Ma to pomóc w otworzeniu umysłu na wartościowe słowa, które chcielibyśmy potem przekazać swoim odbiorcom. Przełamanie bariery między samym sobą a tekstem, który chcemy stworzyć. Pragniemy przecież, aby to co napiszemy spodobało się innym. Ja założyłam sobie notatnik, który nazwałam "BEZWENY" i kiedy nie mogę nic dobrego napisać, otwieram go i przelewam wszystkie swoje myśli. U mnie sprawdza się to świetnie, bo po zrzuceniu balastu zbędnych słów, jestem gotowa skupić się na przygotowaniu (w moim odczuciu oczywiście) dobrego artykułu, nie mówię, że od razu, ale zdecydowanie szybciej niż za czasów, kiedy nie prowadziłam takiego notatnika. 

A Wy co myślicie o tego typu sposobie? Może macie inne, które Wam pomagają, kiedy w głowie macie pustkę? Jak radzicie sobie z brakiem weny?

wtorek, 30 października 2018

JESIEŃ W PEŁNI - HYGGE NADESZŁO

JESIEŃ W PEŁNI - HYGGE NADESZŁO


Koniec października oznacza dla mnie jedno, rozpoczęcie sezonu hygge. I chociaż pojęcie to nabiera coraz to większej popularności, nie każdy wie czym ono jest, mimo, że hygge było nam już doskonale znane, zanim duńska sztuka szczęścia opanowała Polskę. 


Czym jest hygge? Z dokładnego tłumaczenia oznacza wygodę, błogostan. Czyli to nic innego jak dobry nastrój, osiągnięcie wewnętrznej równowagi i szczęścia. Odnalezienie harmonii pomiędzy obowiązkami dnia codziennego a chwilą dla siebie, dla bliskich. Hygge to ciepły, przytulny kąt w domu, który pozwoli nam się ogrzać, kiedy temperatura na dworze nas nie rozpieszcza. To spotkania z przyjaciółmi przy filiżance kawy. To każda chwila, która pozwala nam się poczuć naprawdę dobrze, bo znajdujemy się w miejscu, które jest naszą bezpieczną przystanią. 


Hygge to sposób na przetrwanie ponurych dni, kiedy temperatura na dworze przyprawia nas o dreszcze. Ja rozpoczynam go późną jesienią, bo właśnie teraz zaczynam szukać swojego przytulnego miejsca, które ogrzeje mnie po powrocie do domu. Ubieram na siebie grube swetry, parzę kawę, zapalam świeczki i rozkoszuję się chwilą dla mnie. Kiedy na dworze pada i wieje, ja bujam się się w rytm jazzowych utworów i śmieję sama do siebie. Piekę bananowe placki owsiane, a potem sięgam po kolejną książkę z półki, odnajduję harmonię i czuję napływające szczęście.


Sztukę uprawiania hygge znamy już z czasów, kiedy to pojęcie nie było jeszcze u nas modne. Praktykujemy ją już od dawna. Teraz po prostu ma swoją "fachową" nazwę wywodzącą się ze Skandynawii. Hygge to nic innego jak czerpanie dobrych chwil z codzienności, które pozwolą nam przetrwać nawet najbardziej szare dni.


A Wy jakie macie sposoby na hyggowanie? 

czwartek, 18 października 2018

#22

#22

Wczoraj, dokładnie o godzinie 8.05 skończyłam 22 lata. Nie umiałam znaleźć wolnej chwili, aby tutaj zajrzeć, więc robię to dzisiaj.
Oto jestem starsza o rok wbijająca klawisze klawiatury w rytm jazzowej piosenki Sweet Home Chicago. Czy coś się zmieniło od poprzedniego roku? Niekoniecznie. Czy coś się zmieni? Zapewne. 


Jeżeli miałabym życzyć sobie czegoś, to chciałabym przede wszystkim rozwinąć swoją pasję, którą jest pisanie, tworzenie własnych tekstów, artykułów, haseł. To czyni mnie mocniejszą, uczy mnie cierpliwości i pozwala sięgnąć w głąb własnej wyobraźni. 
Chciałabym aby moi Czytelnicy chętnie czytali to, co uda mi się stworzyć, aby mój tekst mógł stać się dla kogoś małą inspiracją. Wiem, że dużo pracy przede mną, ale wierzę, że warto. 


Pozostałe pragnienia i marzenia chowam głęboko w serduszku i liczę na to, że moja prawdziwa przygoda się dopiero zaczyna. 


Jeżeli mogę prosić o coś Ciebie, to bardzo proszę o napisanie mi swojego ulubionego cytatu, motta, powiedzenia. Wyrażenia, które jest Twoją motywacją, do którego lubisz wracać z uśmiechem na ustach. 

czwartek, 4 października 2018

WSPOMNIENIE LATA- ISTRO, KRETA

WSPOMNIENIE LATA- ISTRO, KRETA

 Jesienna melancholia zdążyła już nade mną zapanować, więc żeby choć trochę od niej uciec, postanowiłam cofnąć się wspomnieniami do dwóch tygodni, kiedy to kąpałam się w gorących promieniach słonecznych, a słone, morskie fale muskały moje stopy. 


 Nie widziałam wielu miejsc na świecie, nie byłam w Azji, w Ameryce i w Australii. Ale byłam na Krecie. Na największej wyspie przynależącej do Grecji. I uwierzcie mi- jeżeli raj ma kolor lazurowego morza i bogaty jest w zapierające dech w piersiach widoki- to właśnie tam się znalazłam.


 Wybraliśmy wschodnią część wyspy. Nasz hotel znajdował się na malowniczym wzgórzu, w małej wiosce Istro. Nie było to typowe miejsce turystyczne. Spokojna okolica, brak tłumów, trzy sklepy na krzyż. Idealnie na wypoczynek i zresetowanie swojego umysłu. Dookoła rozciągał się piękny widok Zatoki Mirabello, której nazwa pochodzi od Wenecjan, którzy po przybyciu na wyspę krzyknęli "Mirabella", czyli piękny widok. Codziennie rano witał nas widok wschodu słońca, które wynurzało się z morskich głębin, a żegnało nas chowając się za wysokie góry. Na sama myśl o tym pięknym widowisku mam uśmiech na twarzy. 



 Będąc na Krecie dowiedziałam się, że przepisy kodeksu drogowego Kreteńczyków nie obowiązują, każdy jeździ na tzw. "centymetry". Miałam przyjemność kosztować typowo kreteńskiej kuchni i tym samym pod okiem Kretenki nauczyć się przygotowywać racuchy z pomarańczą, swoją drogą ta kobieta parzyła przepyszną kawę. Zmierzając na plażę mijałam gaje oliwne, a na wyciągnięcie ręki miałam drzewa z bananami, pomarańczami i granatami. Uczestniczyłam w kreteńskiej zabawie i w białej, rozwiewającej sukience tańczyłam w rytm Zorby i pozostałych tańców ludowych. Popłynęłam w rejs na dziewiczą wyspę Chrissi, gdzie woda była tak czysta, że kilka metrów od brzegu nadal byłam wstanie ocenić swoje podłoże i zobaczyć małe rybki. Odwiedziłam miasto Agios Nicholaos, jedno z większych po wschodniej stronie wyspy. Razem ze znajomymi wypożyczyliśmy też auto i jadąc po najbardziej stromej drodze w życiu zbliżaliśmy się ku palmowej plaży Vai Baunty Beach, gdzie kręcona była reklama popularnego batonika. Zajadałam się też  souvlakami z krewetek, popijałam greckie raki i ouzo, a hotelowe karaoke przejdzie do historii. 







 Teraz moje piękne wspomnienia chowam do szufladki i zaznaczam pinezkami kolejne miejsca na mapie, które chcę zobaczyć. 



Zapraszam też na mojego instagrama, gdzie jest mnie o wiele więcej: klik







Copyright © 2016 Napisane Kasia , Blogger