piątek, 5 lipca 2019

Z NOTATNIKA MŁODEJ PISARKI- BALLADA O NIMFIE WODNEJ

Z NOTATNIKA MŁODEJ PISARKI- BALLADA O NIMFIE WODNEJ


Był późny wieczór. Dzień ustępował nocy. W powietrzu można było wyczuć zapach dopiero co przebytego deszczu, a gdzieś w oddali słychać było delikatne głosy burzy, która gościła teraz w pobliskiej wsi. Wyszłam na taras. Zaraz na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, która oznaczała  jedno, ochłodziło się. Mimo, że cała leśna ścieżka koło domu była w błocie i kałużach, a komary urządziły sobie istną batalię, postanowiliśmy wybrać się nad pobliskie Jezioro Kukułcze. Z początku miał być to zwykły spacer, ale okazał się on biegiem z przeszkodami. Woda, grząski grunt i leżące gałęzie sprawiły, że moje stopy niczym nie przypominały ludzkich. Może to wina sandałów, które ubrałam zamiast kaloszy, ale czego się nie robi, aby wyglądać lepiej w sukience. W pewnym momencie zza drzew wyłoniły się promienie zachodzącego słońca, nie można było przepuścić takiej okazji do zrobienia zdjęcia, więc wyciągnęliśmy telefony i skupieni na uchwyceniu idealnego momentu, nie zauważyliśmy, że doszliśmy już na miejsce. Nad wodą unosiła się delikatna mgła. Niebo przybrało fioletowy kolor, a ja wraz z wiatrem zatańczyłam ostatni taniec, jak ta nimfa wodna przed nieuniknioną nocą. To była magia, która sprawiła, że nie mogłam powstrzymać się przed stworzeniem tego krótkiego wpisu. 

wtorek, 18 czerwca 2019

ZAPACH ŚWIEŻO PARZONEJ KAWY, RÓŻOWA SUKIENKA W STOKROTKI I MY

ZAPACH ŚWIEŻO PARZONEJ KAWY, RÓŻOWA SUKIENKA W STOKROTKI I MY

Wybieramy się do Okrąglaka, mojej ulubionej kawiarni we Wrocławiu. Jest bardzo malutka, znajduje się w niej bowiem tylko kilka miejsc siedzących, ale dzięki temu tworzy się tam niesamowity, intymny klimat pomiędzy mną a zapachem świeżo parzonej kawy. 


Tym razem nie zamawiam klasycznej Americano, tylko sezonową Latte z masłem orzechowym. Stwierdzam, że trzeba łamać utarte przez siebie schematy, zaryzykować i nie bać się zmian. On natomiast decyduje się na  kawę z mlekiem kokosowym i migdałowym. Zajmujemy dwa miejsce na świeżym powietrzu i z niecierpliwością czekamy na swoje zamówienie. Po krótkiej chwili jesteśmy już tylko My i nasz napój bogów. Ubrana w różową sukienkę w białe stokrotki, zanurzam powoli swoje usta w mleczną piankę. Włosy delikatnie powiewają mi na wietrze. On decyduje się uchwycić ten moment na kilku zdjęciach. Rozmawiamy. Z każdym kolejnym łykiem kawy i napływającymi słowami, łapię dawkę ogromnej motywacji do działania. Śmiejemy się. Wspólne picie kawy stało się już dawno naszym wspólnym rytuałem, ale tym razem doceniamy tę chwilę jeszcze bardziej. Filiżanki robią się puste, a my bogatsi o kolejny moment wracamy do domu. Tylko wiatr od czasu do czasu rozwiewa moją sukienkę.

Kasia 

środa, 12 czerwca 2019

FAST FOOD A ŻYCIE EROTYCZNE MILLENIALSÓW

FAST FOOD A ŻYCIE EROTYCZNE MILLENIALSÓW

Szybko, wygodnie, tanio. No i oczywiście bez zobowiązań. Czasami z ofertą śniadaniową, ale to tylko w lepszych punktach. O czym mowa? O współczesnych związkach. Także zapraszam do przeczytania moich myśli na ten temat!

-------------------------------------------------------------------------------------------

Babcia opowiadała mi, że w jej młodości panowała moda na kawiarenki, które były ówcześnie centrum życia towarzyskiego. Chodziło się na herbatę, kawę i polowało na nowy obiekt westchnień. A kiedy już się pojawił, to po prostu się podchodziło i zagadywało. Nie było drogi na skróty, którą mamy teraz. Bo mamy internet, no i oczywiście Tindera, który przełamuje barierę pierwszego kontaktu. Tyle słowami wstępu, chwila na prawienie tanich komplementów i możemy przejść krok dalej.
My, pokolenie Millenialsów jesteśmy wiecznie w biegu. Gonimy za pracą, rozwojem, nauką, zwiedzaniem świata. Co powoduje, że coraz częściej odchodzimy od typowego modelu rodziny i wybieramy łatwiejszą opcję, czyli szybkie związki. Z pomocą w tym temacie przychodzą nam nieodłączni kompanie czyli telefony komórkowe i aplikacje typu Tinder a nawet Instagram. Wybieramy swój obiekt zainteresowania poprzez kliknięcie serduszka. Na insta nie zawsze wystarcza, czasami trzeba napisać komentarz i poczekać na reakcje, natomiast na Tinderze, kiedy trafiamy na dopasowanie wystarczy zagadać. Swój obiekt wybieramy patrząc na stronę wizualną. Korzystne zdjęcie, perfekcyjny makijaż i wyćwiczone ciało. Jako hunterzy sami chcemy też pokazać się z jak najlepszej strony, dlatego trzaskamy milion selfie i dopieszczamy odpowiednimi filtrami. Kiedy już się uda znaleźć potencjalnego kandydata i ustalić jasną granicę relacji, przychodzi czas na przygotowanie się do randki. Potem wspólne wyjście, udawanie, że się słucha o pasjach drugiej osoby, alkohol,  przyjemny seks bez zobowiązań i pożegnanie. Czyli mamy szybko, wygodnie i tanio, bo nie zainwestowaliśmy w tę relację zbyt dużo czasu i pieniędzy, a czujemy się nasyceni i zadowoleni, tak samo jak w przypadku kanapki z Mcdonald's. Przynajmniej na jakiś czas, bo jak każdy chyba wie, Makiem nie da się najeść na długo. Dlatego powielamy ten schemat po raz kolejny.


-------------------------------------------------------------------------------------------

Abstrahując od przelotnej relacji na jedną noc (bo nie tylko takie występują), możemy naturalnie spotkać się też z parami, które pragną stworzyć dobry związek z perspektywami. Snują wspólne plany na przyszłość, myślą o zwierzaku, mieszkaniu, rodzinie. Ale po pewnym czasie motylki w brzuchu mijają, zaczyna się rutyna i związek się rozpada. Słyszeliście kiedyś o hormonie miłości? Hormonie, który nazywany jest naturalną amfetaminą, ponieważ posiada właściwości stymulujące uzależnienie? Fenyloetyloamina. Sprawia, że uzależniamy się od drugiej osoby. Pragniemy spędzać z nią jak najwięcej czasu. Myślimy tylko o niej. Jednakże działa krótko, bo od półtorej roku do czterech lat. Czar pryska. Więc aby poczuć to co na początku związku, szukamy nowych wrażeń i nowego partnera. Nie walczymy o odbudowanie relacji, nie staramy się. Bo przecież kiedy Mcdonald's się przejada to zawsze do wyboru mamy inne fasty w okolicy. 

Tekst nie ma na celu urażenia żadnego z Was. Ma na celu przedstawienia mojego punktu widzenia w tym temacie. Oczywiście nie ma co wszystkich wrzucać do jednego worka, bo nie zawsze trafiamy na odpowiedniego partnera dla nas samych. Zdarza się także prawdziwa, piękna miłość, w którą wkładamy całe serduszko. 

Dajcie koniecznie znać co Wy o tym sądzicie i do zobaczenia w następnym poście. 



czwartek, 30 maja 2019

Ciche rozmowy, czyli BFF z telefonami komórkowymi.

Ciche rozmowy, czyli BFF z telefonami komórkowymi.

Do napisania tego artykułu zbierałam się dwa miesiące. Po dłuższych przemyśleniach i analizie swoich wniosków, stwierdziłam, że może jednak warto stworzyć coś innego niż dotychczas i wkroczyć dla samej siebie na wyższy poziom (w moim mniemaniu oczywiście, bo do tej pory unikałam bardzo długich wpisów, co spowodowane było tym, że coraz mniej osób czyta treści od początku do końca) pisania. Post jest tylko moją subiektywną opinią, każdy może posiadać inNie jestem też psychologiem. Dodatkowo zastrzegam, że post nie generalizuje. Nie wszyscy tak postępują, co jest super, bo rzeczywistość jest fajna. Przyjaciele, miłość, otaczający świat. A telefony to urządzenia, które mają Nam wiele rzeczy ułatwić. Sama nie ruszam się bez niego z domu. Nadal walczę ze swoim uzależnieniem ;D Wasze opnie mile widziane w komentarzach. 

Telefony komórkowe stanowią nieodłączny element naszego życia codziennego. Dzwonimy, piszemy wiadomości i serfujemy po internecie. Nie ma w tym nic złego oczywiście, technologia się rozwija, aby Nam ludziom żyło się łatwiej. Ale czy czasami nie jest tak, że komórka zastąpiła nam przyjaciela w postaci osoby? Wibracje naszego urządzenia informujące o nowej aktywności na instagramie kuszą, by od razu sprawdzić co się tam kryje. Nie zwracamy uwagi na to, czy ktoś aktualnie z nami przebywa. Dobra impreza, dlaczego nie podzielić się takim wydarzeniem ze swoimi followersami na stories. Randka z drugą połówką? Cyk, szybkie zdjęcie do relacji, aby pokazać swoją miłość światu. Liczy się to, co powiedzą obserwatorzy, statystyki. Przerażające jest to, że na mieście można spotkać pary, które zamiast sobą, zaabsorbowane są przeglądaniem komórki. Uśmiechają się do ekranów. Nie stwarzają nawet pozorów, że się świetnie bawią w swoim towarzystwie. To samo w przypadku grupki znajomych. Brak rozmowy, komórka. Dzieci na podwórku? Telefon. A kiedy pada bateria w iphonie i zmuszeni są do rozmowy, to okazuje się, że nie ma o oczym. Przecież jeszcze chwilę wcześniej na snapie wymieniali się śmiesznymi nagraniami. Brakuje umiejętności stworzenia więzi. 
Jako korepetytorka z języka polskiego widzę wśród dzieci zanik komunikacji werbalnej. Niechęć uczenia się języka i łapania kontaktu. A braki w słownictwie ujawniają się podczas rozmowy i pisania wypracowań. Przykład z życia wzięty. Korki z piątoklasistą, który w twarz powiedział mi, że po co rozmawiać, poznawać język, skoro w komórce ma wszystko i tego nie potrzebuje, a przyjaciół to można mieć wirtualnych. Przykre, ale prawdziwe. Drugi przykład. Dwójka kolegów spotyka się w domu jednego, by wspólnie spędzić czas. Przez trzy godziny nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Pochłonął ich mały, prostokątny ziomek. Sad but true. 
W telefonach mamy wszystko pod ręką, budzik, internet, ludzi. Magnes wzrokowy. Tak często wpatrzeni w ekrany nie widzimy nic dookoła. Pierwszych liści na drzewie, kiedy przychodzi wiosna, płatków śniegu w zimie. Śmiechu bliskiej osoby. A jak już uda się wypatrzeć, to zaraz zostaje uwiecznione na zdjęciu. Wolimy sięgnąć po smartfona niż po rękę przyjaciela. Ryzykujemy czasami nawet nasze zdrowie zamieniając się w zombie na przejściach dla pieszych, bo przecież filmik w internecie jest ważniejszy, niż zwracanie uwagi na samochody. Jesteśmy coraz słabsi w budowaniu relacji ze światem. W sytuacji kiedy zgasną ekrany i będziemy musieli zmierzyć się z tym co nas otacza nie poradzimy sobie, bo znikamy powoli w przestrzeni komórkowej...cdn. 


środa, 22 maja 2019

MIEJSCE ZWANE DOMEM- Z DUŻEGO MIASTA NA WIEŚ

MIEJSCE ZWANE DOMEM- Z DUŻEGO MIASTA NA WIEŚ

Pamiętam czasy gimnazjum, liceum, kiedy chciałam jak najszybciej skończyć szkołę i wyprowadzić się do dużego miasta. Zawsze uważałam, że w małym mieście i wsi nie ma co robić, a w dużych miastach czeka mnie spełnienie najskrytszych marzeń, świat pełen rozrywki, ludzi, możliwości. I oczywiście bez dwóch zdań mój Wrocław kryje w sobie wiele płaszczyzn rozwoju, ale kiedy wracam do rodzinnego domu i zaczyna buchać we mnie świeże powietrze i trafia do mnie zapach świeżej trawy, to czuję wewnętrzną harmonię. Nikt się nie spieszy, czas leci wolniej. Nie traci się tak cennego czasu na stanie w korkach czy na pogoni za kolejnym tramwajem. Można usiąść na hamaku z książką w ręku i rozkoszować się tak cudowną chwilą. Trasy do biegania są o niebo lepsze, takie jakby bardziej kolorowe. Lubię swoje duże miasto, ale brakuje mi na codzień łąki pełnej kwiatów (wiosną i latem), lasów i świeżego powietrza. W przyszłości widzę swój mały domek gdzieś pośrodku niczego, ale jednak czegoś.





piątek, 3 maja 2019

BIEGOWE PODSUMOWANIE KWIETNIA- MÓJ PIERWSZY CROSS PÓŁMARATON

BIEGOWE PODSUMOWANIE KWIETNIA- MÓJ PIERWSZY CROSS PÓŁMARATON

Majówka trwa , a ja przychodzę z wpisem, który będzie prezentacją nowego comiesięcznego cyklu na blogu podsumowującego moje biegowe osiągnięcia. Jako, że bieganie zalicza się do moich pasji, to chciałabym się nią dzielić i może zmotywować i was do uprawiania, nawet rekreacyjnie tej dyscypliny sportowej. 
Let's go...


Kwiecień rozpoczęłam przygotowaniem do cross półmaratonu, który biegłam 7 kwietnia. Ten bieg był o tyle dla mnie trudny, że na trasie były liczne, długie wzniesienia. Duże wyzwanie i najtrudniejsza droga z jaką miałam okazję się spotkać, ale udało mi się ukończyć bieg w zadawalającym czasie Wynik 2 godz. 10', 6 msc. w kat. K20. 


Po regeneracji zaczęłam pracę nad swoim tempem i kontrolą tętna. Udało mi się pobić swój czas na dyszkę. Pokonałam ten dystans w 58'43. Duża euforia i dawka ogromnej motywacji do pracy, ponieważ wracam do formy po urazie i jest to dla mnie osiągnięcie. Podczas tego treningu towarzyszyły mi nowe buty Nike Pegasus 35. Na razie są u mnie w fazie testów, krótka recenzja na ich temat w następnym wpisie. 



W kwietniu udało mi się pokonać łącznie 152,5 km, na treningach biegowych spędziłam prawie 16 godzin, spaliłam 12310 kcal. (dane zaczerpnięte z aplikacji łączącej się z moim zegarkiem).

Przede mną jeszcze wiele wyzwań, kilometrów do pokonania i pracy nad tempem, dystansem i kontrolą tętna. Wam życzę udanej majówki! Spędzacie ją aktywnie czy relaksując się na kanapie?

wtorek, 16 kwietnia 2019

PRAGA, CZECHY

PRAGA, CZECHY
Jako wielka fanka historii i architektury miast, zapragnęłam udać się na kolejną wyprawę w poszukiwaniu zaginionego czasu. Kierunkiem podróży była stolica Czech- Praga. Zakupiłam wcześniej mapę miasta i już przed wyjazdem zaczęłam intensywnie układać w głowie plan wycieczki. Chciałam nie tylko zapoznać się z tamtejszą kulturą, spróbować typowo regionalnej kuchni, ale przede wszystkim chciałam mieć osobistą styczność z historią miasta i uchwycić w kadrach piękną architekturę Pragi. Zapraszam Was zatem w tym poście na krótką retrospekcję z wyjazdu. 

By odwiedzić zamek na Hradczanach trzeba wejść na wysokie wzgórze. Na szczycie można obserwować piękną panoramę starego miasta. 

Na Hradczanach znajduję się także katedra św. Wita, Wacława i Wojciecha, wybudowana w stylu gotyckim. Budowę rozpoczęto już w XIV wieku. Całość została ukończona w 1929. Jak dla mnie cudo architektury ubiegłych stuleci. Stojąc w piątek pod katedrą mówiłam także o Notre Dame i jak bardzo chciałabym móc zobaczyć ją na żywo w Paryżu i sfotografować. Niestety wczoraj francuską świątynię dotknęła ogromna tragedia, która złamała moje serduszko. Ale wierzę, że zostanie odbudowana. 
Nie można zapomnieć o moście Karola, który swoją konstrukcją robi wrażenie. 
Słynna Figura św. Jana Nepomucena znajdująca się na moście, która została postawiona jako pierwsza z pozostałych. Potarcie jednej z płaskorzeźb na dziele ma gwarantować spełnienie najskrytszego marzenia. Ja osobiście pieska pogłaskałam i teraz czekam na spełnienie się życzenia :D
Trdelnik- tradycyjny czeski deser

Brama Praska
Muzeum Narodowe w krzywym zwierciadle.


Praga ma coś w sobie, co pod pewnym względem przypomina mi nasz Kraków. Klimatyczne uliczki, piękną architekturę. Ale wiadomo, że jest jedyna w swoim rodzaju. Polecam każdemu udać się do czeskiej stolicy, jeżeli jeszcze nie miał okazji. 


Copyright © 2016 Kasia pisze , Blogger